Jesienny smutny gość, czyli depresja

Dopada niespodzianie. Budzisz się i … już. Wstać? A po co. Coś zrobić? Bez sensu. Zamyślona, zmęczona, otumaniona, w bezruchu, lękach i … można pisać bez końca. Już samo pisanie o tym mnie dołuje. Idę po łyk dziurawcowej nalewki. Wystarczy 5 ml brunatnoczerwonego płynu z mocą rośliny. Na mnie działa szybko. 30 minut i … jestem gotowa do działania. Noc nie taka ciemna, słońce tak nie razi w oczy, a wiatr nie zrywa włosów. Da się żyć.

O depresji napisano tysiące słów. Kto jej nie przeżył, z książek nie zrozumie, nie poczuje.
A ja chcę pisać o czymś innym.

Jak nie dopuścić do takiego doła, który nie wynika z niczego spektakularnego, jak śmierć w rodzinie, rozwód, narodziny dziecka (baby blue) czy inne wydarzenia ciężkiego kalibru. Mam na myśli takiego doła, który kopiemy mimochodem i prawie niepostrzeżenie. Małymi ruchami łopatek myśli i zdarzeń.

Najpierw jemy to, co nam nie służy. Wiesz co to jest, prawda?
Na pojawiające się dolegliwości tabletki, czasami mocne (antybiotyki).
Nasza dobra flora bakteryjna wymiera (a właściwie wybijamy ją).
W jelitach rozrabiają nieproszeni goście.
Zaczyna brakować nam witamin i minerałów.
Prawdopodobnie rozwija się stan zapalny.
Nasza krew nie jest już taka czysta (wątroba i nerki są przeciążone i nie nadążają z przerabianiem toksyn).
A krew dociera wszędzie, a przede wszystkim do mózgu.

I mgła na myślach, brak koncentracji, myśli nie takie dobre, smutek, lęki i nawarstwia się.

Tyle w temacie straszenia depresją. Wcale tak nie musi być.
Przede wszystkim dbamy o to co jemy i nasze jelita. Porządek w brzuchu musi być i codziennie przynajmniej jedna kupa.

Podzielę się z Tobą moimi sposobami zapobiegania takiemu stanowi depresji, że sama już pomóc sobie nie potrafię. Zdarzyło mi się to tylko raz i nikomu nie życzę. Postanowiłam nigdy więcej do tego nie dopuścić.

Codziennie robię przynajmniej jedną z tych rzeczy, które opisałam poniżej. A jeśli pędzę tak, że wydaje mi się, że absolutnie nie mam czasu (rzadko na szczęście) to znajduję choćby 1 minutę, dosłownie jedną. Zatrzymuję się i mówię: „Jestem tu i nigdzie się nie spieszę. I to co teraz robię jest dla mnie najważniejsze”. I ta minuta jest dla mnie święta.

Oto moje metody:

  1. Spaceruję na łonie natury w milczeniu. U mnie najczęściej połączone ze zbieraniem ziół lub choćby ich podziwianiem. Mówią, że ze mną normalnie na spacer to już wyjść się nie da 😉
  2. Czytam spokojne i raczej pogodne książki. Raz poszłam na całość 🙂 i przeczytałam Pollyannę. Od tamtej pory wracam do tej książki z lubością. Umiejętność znajdowania w każdej najgorszej rzeczy czegoś pozytywnego jest bezcenną umiejętnością.
  3. Wyciszam się każdego dnia przynajmniej 5 minut. To czas na reset. Jak chata pełna ludzi, to zamykam się w łazience. Tylko 5 minut, a czuję się odświeżona.
  4. Chcąc opanować natrętne myśli idę do kuchni i własnoręcznie przygotowuję jedzenie, albo coś z ziółek, mówiąc do siebie na głos (jak jestem sama w domu) lub w myślach: „teraz kroję cebulkę”, „teraz obieram marchewkę” itd.
  5. Wolno jem każdy posiłek. To było dla mnie ogromne odkrycie. Nie spodziewałam się, że świadome i spokojne przeżuwanie każdego kęsa tak dobrze wycisza.
  6. Codziennie kilka razy napinam i rozluźniam mięśnie. To trwa momencik. Nawet siedząc w samochodzie, przed komputerem, w kuchni, w łazience, pod prysznicem. Taki nawyk sobie wyrobiłam 🙂
  7. Nauczyłam się wcześnie wstawać. Organizm sam się budzi. Lubię czekać na wschód słońca.
  8. Dużym relaksem jest dla mnie praca w ziemi. Czasami wystarczy doniczka. Choć wolę ogródek. Zwykłe wygrabienie liści jest dla mnie kojące.
  9. Unikam hałasów, czyli bardzo głośnej muzyki, centrów handlowych, dużych sieciowych kin. A szukam miejsc, gdzie usłyszę szept, świergolenie ptaków, spadającą pajęczynę (no dobra, tu już przesadziłam 🙂 )
  10. I dla mnie ważne – odłączyłam się od TV, radia, internetu w zakresie codziennych wiadomości.

A jak życie daje w kość to może pomóc nam natura, która dała sporo roślinek przepędzających złe myśli.
Moje ulubione to: ogórecznik lekarski, wrotycz, dziurawiec, miłorząb, melisa.

Lubię również robić mieszanki różnych ziół, np. w postaci nalewkowych mikstur.
Dr Henryk Różański podał taki przepis, który dobrze na mnie działa.

Mikstura przeciwdepresyjna, poprawiająca samopoczucie, ułatwiająca uczenie, wzmacniająca serce:
Składniki:

  1. Nalewka wrotyczowa – 100 ml
  2. Nalewka dziurawcowa – 50 ml
  3. Nalewka z miłorzębu Ginkgo – 50 ml
  4. Nalewka arnikowa lub nostrzykowa – 25 ml
  5. Cardiol C – krople – 25 ml
    Przygotowanie: Płyny wymieszać.
    Stosowanie: Zażywać 1-3 razy dziennie po 10 ml. Następnie spożyć 3 łyżki miodu. U wielu osób mikstura likwiduje bóle głowy.

Nie miewam bólu głowy, więc nie przetestowałam na sobie tego działania.

Nalewką prostą w wykonaniu jest dziurawcowa. Warto ją mieć na jesienne deprechy.
Jeśli nie zrobiłaś jej podczas kwitnięcia dziurawca, to możesz kupić.

Znalazłam też przepis na miksturę z kurkumą (zawiera substancje przeciwzapalne, a okazało się, że osoby z depresją dobrze reagują na leki przeciwzapalne właśnie). Zamiast syntetyków wolę naturalne. Oto ten przepis ze strony Sekrety Zdrowia:

Składniki:

  • 1/4 szklanki kurkumy (nowe opakowanie, aby nie była zwietrzała), ja wolę świeże lub suszone kłącze kurkumy w kawałku.
  • 1/2 szklanki wody
  • Mleko roślinne (np. kokosowe, migdałowe, owsiane) ewentualnie naturalne mleko krowie lub kozie

Przygotowanie:

Krok 1 – pasta
Kurkumę i wodę podgrzewać 5-8 minut na średnim ogniu mieszając drewniana łyżką (nie doprowadzić do zagotowania). Kiedy przybierze konsystencje pasty, przełożyć do słoiczka. Przechowywać w lodówce.

Krok 2 – złote mleko – napój
W szklance ciepłego mleka rozpuścić 1 łyżeczkę pasty (najlepiej zacząć od ½ łyżeczki), można dosłodzić miodem lub syropem klonowym. Opcjonalnie można dodać odrobinę pieprzu Cayenne (ze względu na piperynę) oraz/lub szczyptę imbiru.

Dawkowanie:
Przy depresji, stresie, kłopotach ze snem pić przed snem filiżankę napoju. W czasie infekcji można pić co 3-4 godziny.
Piłam, pysznie smakuje. Polecam spróbować.

I z całego serca życzę radosnego życia bez depresji.
Dorota Natura Życia

Share on facebook
Udostępnij